Hunk & Richman na tropie herbaty: the National Tea Day

– Wiesz, Richie? Zastanawiam się dlaczego herbata stała się narodowym napojem Anglików. Przecież ona nawet nie jest uprawiana w Europie!

– Hunkie, powiem ci więcej, Anglicy twierdzą, że herbatą nie powinno się nazywać niczego, co nie zawiera liści herbaty chińskiej Camellia sinensis.

– Czyli…

– Czyli narodowy napój Anglików pojawił się w Wielkiej Brytanii całkiem niedawno, bo dopiero na początku XVII wieku, ale ze względu na swą wysoką cenę był wtedy dostępny tylko dla wybrańców. Moda na herbatę szybko przyjęła się jednak wśród arystokracji, na co wpływ z pewnością miała królowa Katarzyna Braganҫa, żona króla Karola II, która wprowadziła zwyczaj rytualnego picia herbaty na dworze królewskim.

– A Anglicy?

– A Anglicy poznali herbatę dzięki Thomasowi Twiningowi.

– Temu od znanej herbaty w puszkach?

– Temu samemu! To on w 1717 roku otwarł pierwszą herbaciarnię dla dam. Powoli napój zaczął zdobywać popularność, do której niewątpliwie przyczynił się też fakt, że jedną z angielskich kolonii były Indie, w których przecież rośnie herbata.

– Richie, a zwróciłaś uwagę, że Anglicy czasami, kiedy mówią „tea”, wcale nie mają na myśli napoju?

– Powiem ci więcej: raz mówią „afternoon tea”, innym razem „high tea”. Bardzo mnie to zainteresowało, więc sobie sprawdziłam…

– …i…?

– …i okazuje się, że tu do akcji wkroczyła inna angielska arystokratka – Anna Maria Russell, księżna Bedford, dama dworu i przyjaciółka królowej Wiktorii.

– Skoro królowa Wiktoria, to musiało być ze sto lat później.

– I było. To była mniej więcej połowa XVIII wieku. I wyobraź sobie teraz długie popołudniowe godziny oczekiwania na ciepłą wystawną kolację, podawaną nie wcześniej niż między 19.00 a 20.30, chłodne, ciemne – żeby nie powiedzieć: ponure! – mury angielskich zamków i rezydencji i nerwowe słuchanie burczenia w pustym żołądku…

– Oj… okropna perspektywa…

– No właśnie! Tylko jakoś nikt z tym nic nie zrobił do czasu Anny Marii Russell. Co prawda wymyślono lunch, ale sam powiedz, Hunkie, czy od południa do późnego wieczora da się wytrzymać tylko po takim lekkim posiłku, jakim jest lunch?!

– Nie sądzę.

– Ja też nie. Dlatego Księżna Bedford wymyśliła jeszcze jeden lekki posiłek podawany między 16.00 a 17.00, na który składały się maleńkie kanapeczki, bułeczki zwane scones, podawane z konfiturami i kwaśną śmietaną oraz oczywiście herbata. Czasem jeszcze jakieś ciasto.

– Ha! Stąd „five o’clock tea!”

– Zgadłeś! Księżna zaczęła na “afternoon tea” zapraszać swoje przyjaciółki i znajome i ta moda również zaczęła się szybko przyjmować wśród wyższych klas.

– A te niższe?

– A te niższe nie miały czasu na towarzyskie podwieczorki, bo były wtedy w pracy. Nie były też tak dobrze sytuowane, żeby sobie pozwalać na fanaberię dwóch posiłków pod wieczór. Dlatego w niektórych częściach Wielkiej Brytanii do dziś na kolację mówi się „tea”. To klasa pracująca wprowadziła „high tea” czyli posiłek bardziej w porze kolacji niż podwieczorku, kiedy w końcu po powrocie z pracy do domu można było coś zjeść.

– A kto wprowadził przepis odpowiedniego parzenia herbaty?

– A… to już temat na zupełnie inne śledztwo. Zgłodniałam… chodź, bo nasza „afternoon tea” już czeka.

Jeśli ciekawi Was animowana historia herbaty w torebkach, przygotowana przez telewizję BBC, kliknijcie w obrazek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *